Zaczyna czytać, nie kończy. Zaczyna spać, lecz usnąć nie może. Zaczyna tańczyć, lecz nie dogania rytmu. Co chwilę dopada ją poczucie marnotrawienia czasu i dokarmiania wszelkich schorzeń. Nie w takim miejscu widziała siebie, w nie takich sytuacjach. Nie w kuchni, nie na salonach. Nie z torebką, lecz workiem. Utopiła wszystkie dzieci. Wszystko co mogła zakropiła świętą mazią. Uczciła tylko jeden dzień, rocznicowe święto przypadkowego umierania. Nie ogarnęła wrzącej wody, sparzyła się jak zwykle. Nie prała, nie umiała. Rewie niczym córa szatana odprawiała, nogami kręciła na wzór i podobieństwo szalonych koni. A przy tym była taka mała. Pusta niczym wydmuszka. Całe szczęście Kirsten nie wdała się w babkę, ani matkę, ani tym bardziej ojca swego, nieprzytomnego. Wiarą otoczyła świat, przechodziła z klatki w klatkę w spódnicy w kratkę.
Literackie egzekucje cz. I
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz