Bynajmniej chciałaby mieć spokojny rok. A jednak, nie wszystko co nam dane było zapisane. Czasem i bociany zmylą nas wskazując inny trop myślenia. Nastawią nas na spokój, a już zaraz po ich ujrzeniu nadchodzą burzowe dni. Wszystko to przez nadajniki, elektromagnetyczne fale wiszące w powietrzu, drgania, niosące się cyfrowe telewizje, angażujące w swoje jestestwo najdrobniejszą część nieba, które kiedyś samo w sobie było niezawodnym przewodnikiem dla zmiennych ptaków. Teraz już wszystkie sójki wybierają się za morze, a bociany pozostają w zawieszeniu zaraz za końcem mapy. Nie wierzmy bocianom, cierpliwie znośmy figle dla nas przeznaczone.
Słowo rozumiane na nowo, to dalej to samo słowo, ale wniosek już inny.
Człowiek zrozumiany, to całkiem nowy człowiek,
człowiek szczęśliwy - dla odmiany.
czwartek, 14 kwietnia 2011
wtorek, 5 kwietnia 2011
Rok spokojny z waleniem i wisienką na torcie
Lewa stopa wcale nie jest taka zła. Jeśli ktoś taki jak Kirsten lubi lewe strony łóżka to najmniej naturalną formą podnoszenia ciężaru ciała wybudzonego ze słodkiego snu jest forma prawa noga wyprost – przeskok, lewa noga podkulona – prosta. Chyba że jest się takim histerykiem jak Wojtuś, który w przesądy nie wierzy, ale lewą nogą z rana nie dotknie zimnej podłogi. Zawsze przechodzi przez prawą część łóżka. I to nie dlatego, że lewa stopa oznacza gorszy dzień czy niższy nastrój, tylko po prostu lewą ma trochę czulszą niż twardą prawą. Ta nie odczuwa aż takiego chłodu ziejącego z podłogowego południa.
Przetarła oczy będąc już w pozycji pionowej. Zaskrzypiały deski, waleń poruszyła łapką. „Jesteśmy!” usłyszała rażące echo wbijające ostatnie gwoździe w trumnę, ale w trumnę do lepszego jutra, nie do ziemi. Trumnę w znaczeniu pojemnika hermetycznie zamykanego, dbającego o jak najdłuższy i najświeższy żywot swego środka. Przed Kirsten już tylko małe drzwiczki balkonowe, małe tak na metr pięćdziesiąt. Zaraz przestąpi próg, zaskrzypią futryny, piśnie w końcu jakiś młody kot. Zejdzie prężnie po szerokich schodach, by przywitać włoskich podróżników z wyprawy po wino albo dwa. Cały ten skomplikowany proces przejścia z punktu A do punktu B wydawał jej się nader powolnie rozwijający się, a tak naprawdę wszystkie te czynności wykonała w mgnieniu oka i to nie ludzkiego a ptasiego, bo właśnie w tym momencie ptaki przyleciały z południa.
Z każdą minutą, gdy opuszczała Kirsten Lowe pewność, że to co ważne, poczeka, a co nieważne nie będzie upierdliwie czekać, dorabiała sobie ideologię, że to co ważne, ważniejsze jest od nieważnego. I w ten oto prosty sposób doprowadziła się do stanu euforii, sztucznie wytworzonego stanu podniecenia umysłu i zmuszenia go do spojrzenia na rzeczywistość i szarą codzienność przez pryzmat niezwykłości światowej wagi wydarzeń. A przylot ptaków z południa okraszony powrotem rodziców z wojaży krótkich ale rześkich, był jej wisienką na torcie.
Ale co z tego? Skoro jak tylko wyruszy w podróż spojrzy w górę nad fotoradar, gdzie w gnieździe na słupie będą siedziały dwa mizdrzące się bociany. Rok będzie miała spokojny.
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Love krowe love byka...
Wiał przyjemny wiatr, słoneczko opalało jej poliki, proste włosy formowało w zawijany kształt. Lecz jak to się ma do wieczności? Zastanawiała się ciągle. Po co ma wstać? Dokąd ma dążyć? Żeby chociaż pojawił się na horyzoncie jakiś konkretny plan, a nie, że skończy pisać wniosek, jak zajdzie słońce, a nie wiadomo co potem będzie z tym wnioskiem, czy w ogóle warto wypełniać tysiące tych małych rubryczek, poprawiać, doskonalić coś, z czego może nic nie będzie. Po co się pyta? Myśli racjonalnie.
Pomimo dwudniowego snu przebudziła się nieco zmęczona wiatrem i słońcem. Mimo że ani wiatru, ani słońca już przy niej nie było. Spojrzała w nogi napoleońskiego łoża, gdzie leżał kot, gruby kot socjopata. Spojrzała na poduszkę, czyli w bok, a tam leżała kotka - waleń, której sen Kirsten wpasował się w codzienny tryb życia, chociaż, waleń częściej schodzi do kuchni i szpera po szafkach w nadziei odnalezienia kocich, psich czy ludzkich smakołyków. Przetarła oczy wewnętrzną częścią dłoni, siadła po turecku jak niegdyś siadała, gdy była dzieckiem, zamiauczała przeciągle odkrywając kołdrę i wychyliła w końcu lewą stopę. Lewa stopa ruszyła na poszukiwanie słońca.
Tylko dlaczego akurat lewą stopą rozpoczęła dzień świetlności po przespaniu 72 godzin? Ktoś na pewno zna prawidłową odpowiedź. Znasz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)










