Słowo rozumiane na nowo, to dalej to samo słowo, ale wniosek już inny.
Człowiek zrozumiany, to całkiem nowy człowiek,
człowiek szczęśliwy - dla odmiany.

czwartek, 19 kwietnia 2012

Wygrani zbierają plon

Każdy może wejść na wieżę i poruszyć dzwon. Każdy może przebiec skrzyżowanie na czerwonym świetle. No może. Kropek mógłby też, gdyby nie był kropkiem.

Tablica korkowa patrzy, bo cóż ma robić innego, gdy nie zawiera żadnych informacji? Ani jednej bzdurnej, a-wykonalnej zapiski. Nic. A mogłaby przypominać, a nie tylko patrzeć. Kot śpi, mógłby myszy łapać. Ale mysz tutaj się nie dostanie, a w zoologicznym zbyt wygórowane ceny. Pies sąsiadów boi się. Bo cóż innego robić może?

 Z braku laku kota pociąga komputerowa mysz. Tablice zieją gnębiącą pustką bezrobotnych, a lotnych. Gdy spuszczają psa z oczu, pies zaczyna jeść.

Gdyby kropek nie był kropkiem, kot nie spałby dziś, pies nie jadłby po cichu, a mysz sama by się danym miejscem zainteresowała. Tablice korkowe byłyby pełne zalewających konsumenckimi propozycjami, sięgającymi języka kultury, informacji.

Ale nie są. Kropek jest nadal kropkiem. A nie każdemu się marzy walenie w wielki, żeliwny dzwon.

p.s. Policji u nas bez liku. 

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Farmazony pewnej żony



Siedziała taka pani w wielkim kapeluszu na brzegu klifu o wdzięcznej nazwie łoś. Prażące słońce oślepiało kolejne godziny, sprawiając, że miło nam płynął prąd. O samiutki brzeg klifu obijała się drewniana łódka, wystawiając w ten sposób stare modły na próbę albo zgubę. 

Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka obijająca. Za każdą falą pojawiał się płetwal ostrzegający. Zatoczył trzy kółka hop hop i pociągnął za koniec lewego sznurka, łup łup. 

Zaraz nad klifem osadził się dom, trzy kolumny, wysoki ton. Brązowy kamień, a pod kamieniem on. Siedział spłoszony ogrodnik domowy. Dla pani w kapeluszu zabił atrakcji dzwon. Zabity doszczętnie, wiedziony na rzeź, zapamiętał jedynie, że ostrzeżenie lądowe miał nieść. 

Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zabijająca. Za każdym wzniesieniem pojawiał się ogrodnik ostrzegający. W zatoczkę się wtoczył, zapuścił też wąs. Dobry byłby z niego mąż.

Utkany sprośnymi nitkami, błyszczał gruby koc olśniewająco. Padał na niego szeroki cień kapelusza pańskiego. Miło tak płynął im czas. Cień zaszedł w gościnę, niezadowoloną miał minę. Taka pani na brzegu, zerkała nieuczciwie raz na ogrodnika, raz na płetwala grzesznika. 

A za nią stał ten dom z kolumnami i cień. 

Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zatrważająca. Za każde westchnienie łupała w łeb kamieniem bez ostrzeżenia. Nie wolno było na klifie przysiadać, dobrze było trzeba sytuację przebadać. 

Zła taka pani w wielkim kapeluszu o wdzięcznej nazwie gość, siedziała na brzegu klifu, sprawiała, że miło nam płynął prąd. Łódka drewniana rozbijała szampana, patrząc na panią gubiła pana.

Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zabijająca. Za każde westchnienie zatoczył trzy kółka hop hop, w zatoczkę się wtoczył, nie wolno mu było na klifie przysiadać, zabity doszczętnie, pociągnął za koniec lewego sznurka, łup łup, a przecież ostrzeżenie lądowe miał nieść...