Wśród starzejących się drzew i cichnących braw żył sobie ON, tworząc ten swój błaźni świat.
Lola pokochała GO, tego Błaznoklauna za jego błaznofikacje.
Hasali po trawie z bukietem balonów.
Puszczali mydlane bańki, udając że to świecące chochliki Piotrusia Pana i jego świty.
I wtem Lola mu powiedziała...
móc utrzymać takich... jak ON... błaznoklaunów żyjących w domku na kurzej nóżce.
Dla niego nie mogło się to dobrze skończyć... Jego błaźnia egzystencja nie przewidywała świata bez Loli i jej miłości.
Nie pozostało mu nic innego tylko doprowadzić swój koniec świata do początku.
Lecz nie zawsze wszystko idzie po błaźniej myśli...


