Wiał przyjemny wiatr, słoneczko opalało jej poliki, proste włosy formowało w zawijany kształt. Lecz jak to się ma do wieczności? Zastanawiała się ciągle. Po co ma wstać? Dokąd ma dążyć? Żeby chociaż pojawił się na horyzoncie jakiś konkretny plan, a nie, że skończy pisać wniosek, jak zajdzie słońce, a nie wiadomo co potem będzie z tym wnioskiem, czy w ogóle warto wypełniać tysiące tych małych rubryczek, poprawiać, doskonalić coś, z czego może nic nie będzie. Po co się pyta? Myśli racjonalnie.
Pomimo dwudniowego snu przebudziła się nieco zmęczona wiatrem i słońcem. Mimo że ani wiatru, ani słońca już przy niej nie było. Spojrzała w nogi napoleońskiego łoża, gdzie leżał kot, gruby kot socjopata. Spojrzała na poduszkę, czyli w bok, a tam leżała kotka - waleń, której sen Kirsten wpasował się w codzienny tryb życia, chociaż, waleń częściej schodzi do kuchni i szpera po szafkach w nadziei odnalezienia kocich, psich czy ludzkich smakołyków. Przetarła oczy wewnętrzną częścią dłoni, siadła po turecku jak niegdyś siadała, gdy była dzieckiem, zamiauczała przeciągle odkrywając kołdrę i wychyliła w końcu lewą stopę. Lewa stopa ruszyła na poszukiwanie słońca.
Tylko dlaczego akurat lewą stopą rozpoczęła dzień świetlności po przespaniu 72 godzin? Ktoś na pewno zna prawidłową odpowiedź. Znasz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz