Niech każdemu zagra dobry ton, ton lepszego jutra. Niech każdy z nas odnajdzie mocny promyk słońca, niech będzie nam dane, co nam zapisane. Nawet jeśli zapisane są rzęsiste deszcze i irytujące mgły. Niech i będą. Tylko dobrze by było, gdyby nie przyszła lawina z przeszłości, która pokryłaby nasze pola i łąki. Nie znieślibyśmy antywidoków rzepaku, dziurawca i szparagowców.
W naszych małych miasteczkach codziennie dochodzi do jakiejś tragedii. Najczęściej w tej małomiasteczkowej formie występują dwa punkty zwrotne oddzielone od siebie o kilkanaście bądź kilkadziesiąt stron, w zależności od formatu opowieści, a na końcu nastąpi tak wyczekiwane catharsis. Oczekiwane, wyczekiwane, nie zapisane. Catharsis umiejętności. Życia.
A za kilka dni zapomnimy o lawinach, o burakach cukrowych i słonecznikach. Przyjdzie noc i mgła. I wszyscy pomrą w bezsilności. Upadną, będą czekać aż spróchnieją ich najmniejsze kości. Niech i próchnieją, gniją itak przecież zostaną przysypane ziemią. Catharsis przeżyte, punkty zwrotne zrealizowane, tylko jakoś morału brak.
Durne przypowieści.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz