Klauni vel Brownie
Słowo rozumiane na nowo, to dalej to samo słowo, ale wniosek już inny.
Człowiek zrozumiany, to całkiem nowy człowiek,
człowiek szczęśliwy - dla odmiany.
poniedziałek, 20 lutego 2017
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Za jedną ulicę, popłynę.
Ten wzrok wodził po bruku,
mnie tam wodzisz
woduję więc swobodnie
Poczekam, przystanę
może obudzisz się wreszcie
I spojrzysz, że dno
nie jest znów tak odległe.
Płotek jest mnóstwo
na tej ulicy
I karpii
I leszczy.
Dlatego popłynę za
jeszcze jedną ulicę
Gdzie ty, uwijesz sobie przystań
Planktonu tu mnóstwo
Przeobrazimy się i wyżywimy.
Zasiejemy nową tradycję.
Tylko pilnuj siebie
i pilnuj mnie
Żebym nie wypłynęłą
zbyt daleko
i nie podpływała
zbyt blisko.
Ten wzrok wodził po bruku,
mnie tam wodzisz
woduję więc swobodnie
Poczekam, przystanę
może obudzisz się wreszcie
I spojrzysz, że dno
nie jest znów tak odległe.
Płotek jest mnóstwo
na tej ulicy
I karpii
I leszczy.
Dlatego popłynę za
jeszcze jedną ulicę
Gdzie ty, uwijesz sobie przystań
Planktonu tu mnóstwo
Przeobrazimy się i wyżywimy.
Zasiejemy nową tradycję.
Tylko pilnuj siebie
i pilnuj mnie
Żebym nie wypłynęłą
zbyt daleko
i nie podpływała
zbyt blisko.
wtorek, 2 października 2012
Pomilczmy razem
Milczysz.
Niczego nie zwiastujesz.
Donikąd to milczenie.
Bujam się na gałęzi,
kasztany wszystkie już spadły.
Zawiało, powiało.
A ty milczysz,
okropnie.
Bez miary umysł
wariuje.
Bez wiary świat
cuduje.
Bujam się na gałęzi
deszcz leci z chmury.
Leci, leci i pęka.
A ty milczysz,
udajesz wariata.
Bez szału świat
zawędrował
pomału.
Nikogo nie woła.
Niczego nie zwiastujesz.
Donikąd to milczenie.
Bujam się na gałęzi,
kasztany wszystkie już spadły.
Zawiało, powiało.
A ty milczysz,
okropnie.
Bez miary umysł
wariuje.
Bez wiary świat
cuduje.
Bujam się na gałęzi
deszcz leci z chmury.
Leci, leci i pęka.
A ty milczysz,
udajesz wariata.
Bez szału świat
zawędrował
pomału.
Nikogo nie woła.
czwartek, 19 kwietnia 2012
Wygrani zbierają plon
Każdy może wejść na wieżę i poruszyć dzwon. Każdy może przebiec skrzyżowanie na czerwonym świetle. No może. Kropek mógłby też, gdyby nie był kropkiem.
Tablica korkowa patrzy, bo cóż ma robić innego, gdy nie zawiera żadnych informacji? Ani jednej bzdurnej, a-wykonalnej zapiski. Nic. A mogłaby przypominać, a nie tylko patrzeć. Kot śpi, mógłby myszy łapać. Ale mysz tutaj się nie dostanie, a w zoologicznym zbyt wygórowane ceny. Pies sąsiadów boi się. Bo cóż innego robić może?
Z braku laku kota pociąga komputerowa mysz. Tablice zieją gnębiącą pustką bezrobotnych, a lotnych. Gdy spuszczają psa z oczu, pies zaczyna jeść.
Gdyby kropek nie był kropkiem, kot nie spałby dziś, pies nie jadłby po cichu, a mysz sama by się danym miejscem zainteresowała. Tablice korkowe byłyby pełne zalewających konsumenckimi propozycjami, sięgającymi języka kultury, informacji.
Ale nie są. Kropek jest nadal kropkiem. A nie każdemu się marzy walenie w wielki, żeliwny dzwon.
p.s. Policji u nas bez liku.
Tablica korkowa patrzy, bo cóż ma robić innego, gdy nie zawiera żadnych informacji? Ani jednej bzdurnej, a-wykonalnej zapiski. Nic. A mogłaby przypominać, a nie tylko patrzeć. Kot śpi, mógłby myszy łapać. Ale mysz tutaj się nie dostanie, a w zoologicznym zbyt wygórowane ceny. Pies sąsiadów boi się. Bo cóż innego robić może?
Z braku laku kota pociąga komputerowa mysz. Tablice zieją gnębiącą pustką bezrobotnych, a lotnych. Gdy spuszczają psa z oczu, pies zaczyna jeść.
Gdyby kropek nie był kropkiem, kot nie spałby dziś, pies nie jadłby po cichu, a mysz sama by się danym miejscem zainteresowała. Tablice korkowe byłyby pełne zalewających konsumenckimi propozycjami, sięgającymi języka kultury, informacji.
Ale nie są. Kropek jest nadal kropkiem. A nie każdemu się marzy walenie w wielki, żeliwny dzwon.
p.s. Policji u nas bez liku.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Farmazony pewnej żony
Siedziała taka pani w wielkim kapeluszu na brzegu klifu o wdzięcznej nazwie łoś. Prażące słońce oślepiało kolejne godziny, sprawiając, że miło nam płynął prąd. O samiutki brzeg klifu obijała się drewniana łódka, wystawiając w ten sposób stare modły na próbę albo zgubę.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka obijająca. Za każdą falą pojawiał się płetwal ostrzegający. Zatoczył trzy kółka hop hop i pociągnął za koniec lewego sznurka, łup łup.
Zaraz nad klifem osadził się dom, trzy kolumny, wysoki ton. Brązowy kamień, a pod kamieniem on. Siedział spłoszony ogrodnik domowy. Dla pani w kapeluszu zabił atrakcji dzwon. Zabity doszczętnie, wiedziony na rzeź, zapamiętał jedynie, że ostrzeżenie lądowe miał nieść.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zabijająca. Za każdym wzniesieniem pojawiał się ogrodnik ostrzegający. W zatoczkę się wtoczył, zapuścił też wąs. Dobry byłby z niego mąż.
Utkany sprośnymi nitkami, błyszczał gruby koc olśniewająco. Padał na niego szeroki cień kapelusza pańskiego. Miło tak płynął im czas. Cień zaszedł w gościnę, niezadowoloną miał minę. Taka pani na brzegu, zerkała nieuczciwie raz na ogrodnika, raz na płetwala grzesznika.
A za nią stał ten dom z kolumnami i cień.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zatrważająca. Za każde westchnienie łupała w łeb kamieniem bez ostrzeżenia. Nie wolno było na klifie przysiadać, dobrze było trzeba sytuację przebadać.
Zła taka pani w wielkim kapeluszu o wdzięcznej nazwie gość, siedziała na brzegu klifu, sprawiała, że miło nam płynął prąd. Łódka drewniana rozbijała szampana, patrząc na panią gubiła pana.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zabijająca. Za każde westchnienie zatoczył trzy kółka hop hop, w zatoczkę się wtoczył, nie wolno mu było na klifie przysiadać, zabity doszczętnie, pociągnął za koniec lewego sznurka, łup łup, a przecież ostrzeżenie lądowe miał nieść...
środa, 7 marca 2012
Zielone owieczki
W nocy z 5 marca na 6 jak zwykle zachodził proces zasypiania. Jak zwykle był to proces próbny, i jak zwykle zgubny. Niejednemu matka mówiła: licz owieczki. Niejeden sposób wypróbował. Może Senek ma słabość do owieczek?
Oprócz owieczek potrzebna jest łąka. Łąka i płotek, a obok płotka duży kamień. W tle wysokie drzewa. Górskie powietrze. Kozica tam het daleko, odstrasza uciążliwe próby nadejścia halnego. Za płotkiem też lasek. I stado owieczek po drugiej stronie. Ustawiły się wedle wzrostu, długości skołtunionego na pozór futra. Czekają.
Biegnie.
Biegnie.
Skacze.
Hop, jedną już mamy. Całe stadko bije brawa. Oj bije głośno niesłychanie! Mech się budzi zniecierpliwiony. I cisza, i mały wiaterek wieje, i szumią nieco drzewa.
Czekają.
Biegnie.
Kolejna biegnie.
I dynda jej złoty dzwoneczek.
Skacze.
Hop, druga już pieśni zwycięskie śpiewa. A stadko bije brawo w ten sam sposób. Uśmiechają się mordki promiennie.
Czekają.
Czekają.
Widzą tam z drugiej strony, że wygląda jakaś owieczka zza drzewa. Tam płocho wygląda, jakby się bała tej publiczności.
Czekają.
Biegnie.
Podnosi się poziom adrenaliny.
Skacze.
I hop! I trzecia w kolekcji!
A Senek tak patrzy, tam hen za kozicą, po drugiej stronie planety owczej i niedowierza.
Skąd u nas tych pre-snów takie podłości?
poniedziałek, 20 lutego 2012
Układki z życia cz. I
"?" pomyślał.
"!" przemilczał.
"." dodał skrycie w duchu.
"..." obydwoje stwierdzili, że już brakuje sensu na dalsze podboje.
"!" przemilczał.
"." dodał skrycie w duchu.
"..." obydwoje stwierdzili, że już brakuje sensu na dalsze podboje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)