Siedziała taka pani w wielkim kapeluszu na brzegu klifu o wdzięcznej nazwie łoś. Prażące słońce oślepiało kolejne godziny, sprawiając, że miło nam płynął prąd. O samiutki brzeg klifu obijała się drewniana łódka, wystawiając w ten sposób stare modły na próbę albo zgubę.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka obijająca. Za każdą falą pojawiał się płetwal ostrzegający. Zatoczył trzy kółka hop hop i pociągnął za koniec lewego sznurka, łup łup.
Zaraz nad klifem osadził się dom, trzy kolumny, wysoki ton. Brązowy kamień, a pod kamieniem on. Siedział spłoszony ogrodnik domowy. Dla pani w kapeluszu zabił atrakcji dzwon. Zabity doszczętnie, wiedziony na rzeź, zapamiętał jedynie, że ostrzeżenie lądowe miał nieść.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zabijająca. Za każdym wzniesieniem pojawiał się ogrodnik ostrzegający. W zatoczkę się wtoczył, zapuścił też wąs. Dobry byłby z niego mąż.
Utkany sprośnymi nitkami, błyszczał gruby koc olśniewająco. Padał na niego szeroki cień kapelusza pańskiego. Miło tak płynął im czas. Cień zaszedł w gościnę, niezadowoloną miał minę. Taka pani na brzegu, zerkała nieuczciwie raz na ogrodnika, raz na płetwala grzesznika.
A za nią stał ten dom z kolumnami i cień.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zatrważająca. Za każde westchnienie łupała w łeb kamieniem bez ostrzeżenia. Nie wolno było na klifie przysiadać, dobrze było trzeba sytuację przebadać.
Zła taka pani w wielkim kapeluszu o wdzięcznej nazwie gość, siedziała na brzegu klifu, sprawiała, że miło nam płynął prąd. Łódka drewniana rozbijała szampana, patrząc na panią gubiła pana.
Długo jeszcze nie pęknie, twarda to sztuka zabijająca. Za każde westchnienie zatoczył trzy kółka hop hop, w zatoczkę się wtoczył, nie wolno mu było na klifie przysiadać, zabity doszczętnie, pociągnął za koniec lewego sznurka, łup łup, a przecież ostrzeżenie lądowe miał nieść...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz