Słowo rozumiane na nowo, to dalej to samo słowo, ale wniosek już inny.
Człowiek zrozumiany, to całkiem nowy człowiek,
człowiek szczęśliwy - dla odmiany.

środa, 7 marca 2012

Zielone owieczki

W nocy z 5 marca na 6 jak zwykle zachodził proces zasypiania. Jak zwykle był to proces próbny, i jak zwykle zgubny. Niejednemu matka mówiła: licz owieczki. Niejeden sposób wypróbował. Może Senek ma słabość do owieczek? 
Oprócz owieczek potrzebna jest łąka. Łąka i płotek, a obok płotka duży kamień. W tle wysokie drzewa. Górskie powietrze. Kozica tam het daleko, odstrasza uciążliwe próby nadejścia halnego. Za płotkiem też lasek. I stado owieczek po drugiej stronie. Ustawiły się wedle wzrostu, długości skołtunionego na pozór futra. Czekają. 
Biegnie. 
Biegnie. 
Skacze. 
Hop, jedną już mamy. Całe stadko bije brawa. Oj bije głośno niesłychanie! Mech się budzi zniecierpliwiony. I cisza, i mały wiaterek wieje, i szumią nieco drzewa. 
Czekają. 
Biegnie. 
Kolejna biegnie. 
I dynda jej złoty dzwoneczek. 
Skacze. 
Hop, druga już pieśni zwycięskie śpiewa. A stadko bije brawo w ten sam sposób. Uśmiechają się mordki promiennie. 
Czekają. 
Czekają. 
Widzą tam z drugiej strony, że wygląda jakaś owieczka zza drzewa. Tam płocho wygląda, jakby się bała tej publiczności. 
Czekają.
Biegnie. 
Podnosi się poziom adrenaliny. 
Skacze.
I hop! I trzecia w kolekcji! 
A Senek tak patrzy, tam hen za kozicą, po drugiej stronie planety owczej i niedowierza. 
Skąd u nas tych pre-snów takie podłości?  

Brak komentarzy: