Powinnam spłonąć na stosie jak przystało na czarownice. Jęki pogubionych kotów powinny mi towarzyszyć. Strach powinien przeobrazić się w śmiech szyderczy, bezimienny. A oczy powinny do samego końca pozostać żywe. To wszystko nie w formie kary, lecz nagrody za życie. Błogie, nieubogie, płynne. Niczym przecier pomidorowy. W czarodziejskim świecie trzy magiczne słowa nie działają, dużo rzeczy nie działa tak jak działać powinno. I muchy brzęczą jak komary, a krowy muczą jak niezdary. I wszystko tutaj takie piękne, przejaskrawione i bezimienne. I płynie i płynie, pomidorowa rzeka odmętów. Zmęczenie dopada czarownicę, która już dziś gotowa była spłonąć oddając potomnym swe cudowne życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz