Słowo rozumiane na nowo, to dalej to samo słowo, ale wniosek już inny.
Człowiek zrozumiany, to całkiem nowy człowiek,
człowiek szczęśliwy - dla odmiany.

środa, 15 czerwca 2011

Życie jednoaktowe.

Na każdym rogu siedzą chochliki niepokoju i wypranych wyobrażeń beznadziei. Na wprost ich skrzyżowań siedzą dobre duszki przepełnione energią i nadzieją, aż kipią ich kociołki dobrych wieści, przypowieści o rozmiarach 3,4 czy też 9. Idąc pomiędzy takimi skrzyżowaniami, mijając takie niebezpieczne rogi, mijamy matkę fatum rzucając kłody pod jej nogi. Nie chcemy, nie wiemy, nie ciągniemy. Nas nie chcą, nas nie znają, nas nie ciągną. A jednak. Los im płata okrutne figle, próbują siłować się z nieistniejącym na rękę. Wygrywać ręką wspomaganą silną nogą, długą nogą, nogą obutą w czarne szpilki. Oni jeszcze nie wiedzą, oni łapią tylko pierwszy obraz, obraz nie do końca prawdziwy, obraz grubym pędzlem malowany. Mnóstwo na nim śmiechu, zabawy, brak jakichkolwiek granic. A jednak gdzieś między drobnymi splotami płótna ukrywają się one. Cząsteczki odpowiednio spolaryzowane, zestandaryzowane, cząsteczki oczekiwane. Ale cóż im szkodzi bawić się do rana? Chochlikom i duszkom z kociołkami nikt przecież niczego nie zabrania. 

Brak komentarzy: