Dlaczego taki pan, stojący na środku skrzyżowania dwóch ruchliwych dróg pozamiejskich, od samego rana porzucił rower na małej zielonej wysepce i na drodze zgniatał nogą puszki po piwie? Nie był pijany. Miał ochotę zgnieść puszki. Zgniatał i zgniatał, aż zgniótł wszystkie. Cały ów proces widziały jedynie sikorki i bociany, wracające do gniazd. I ja przelotem. Mknąć na poranne spotkania. Starszy pan i puszki, a w tle rower. Dookoła las, całkiem blisko pola rzepaku i rzodkiewki. Niech się dzieje wola nieba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz